Wszyscy pamiętają te zdobyczne rolki papieru na szyi. Ile radości było, gdy się je zdobyło i chętnie zakładało, chociaż były grubsze i większe. Obecnie twój z diamentami i koralami nie wzbudzi takiego zainteresowania, jak tamten, toaletowy.

Współcześnie narracja wielu bajek również byłaby inna. Wilk, zajęty śledzeniem, ile ma polubień na Instagramie, ani myśli zjeść Czerwonego Kapturka. Nawet nie wiem, czy Kapturek zauważyłby, że babcia ma duże zęby, skoro także śledzi ilość polubień dla wilka. Wiadomo, że Internet ma moc. Szkoda, że tę moc wykorzystujemy zazwyczaj na lubiki.
U cioci na imieninach również było rojno, gwarno. Jeśli chciałeś złożyć życzenia, flaszeczkę trzeba było przynieść, jak dziś na domówkę. Za to był patefon, grundig, płyty do tańca. Na stole: kanapki z jajkami, białym serem, pomidorem z cebulką, koreczki ze śledzi, sałatka jarzynowa, kaszanka. Za zdrowie i na bogato.

Mnie teraz najbardziej dziwią rozmowy z telefonem zamiast bezpośrednio z przyjacielem czy rodziną. Kiedyś bywały kawiarnie zatłoczone w szwach i w oparach, gdzie debatowano, jak przewietrzyć ciasnotę umysłową, świętoszkowatość i tępotę równą mojemu nożowi. Zamiast wietrzenia mamy nawrót uczonych nieuków, takich Kiepskich z odkrywczymi myślami Ferdka, że bez telewizji (tuby) żyć się nie da, podobnie jak bez żółtej maści z apteki. Szkoda, że teraz nie ma lekarza Boy’a, chociaż piekło kobiet nadal trwa. Paradoks naszych czasów to chowanie głowy w piasek. Kiedyś to smokiem straszono, szukano odważnych, współcześnie nie ma nikogo, kto powinien odważyć się użyć smoka w potrzebie, przypominam, że zieje pod Wawelem. Jest o czym myśleć.

Wszystko się zmienia, nawet oświetlenia. Neonów brak, więc oświecenia nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.